piątek, 9 maja 2014

Siedemnastka



Selena powoli się odwróciła. Za nią stała Pattie ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
-Hej – mruknęła speszona dziewczyna. – Ja mam pilną sprawę, muszę jechać.
-Gdzie? – spytała Pattie władczym tonem.
Selenę to zdziwiło. Była przecież dorosła, ta kobieta nie powinna żądać od niej wyjaśnień, zwłaszcza w taki sposób, jakby była jej matką!
-Na miasto – odparła wymijająco, mrużąc oczy.
-W takim razie dlaczego się kryjesz?
Co?
-Nie kryję się – skłamała Selena. – Nie chciałam nikogo obudzić.
Tym razem to Pattie zmrużyła oczy, po czym poszła do salonu. Rozdrażniona dziewczyna stała jeszcze przez chwilę na korytarzu. Po co jej te informacje? Po prostu wychodzi. Odwróciła się i wyszła na zimne, nocne powietrze. Chłód, który buchnął w jej rozgrzaną twarz orzeźwił ją. Selena wzięła kluczyki i otworzyła samochód. Skrzywiła się. Pomimo kilkutygodniowej terapii nadal bała się pojazdów, i przy każdej styczności z nimi przypominała sobie wypadek, który zmienił tak wiele. Wraz z napływającymi wspomnieniami jej oczy wypełniły się łzami. Otarła je pięścią i usiadła za kierownicą. Nie ma teraz czasu na rozżalanie się nad przeszłością, której nie zmieni.
Wsiadła do samochodu pierwszy raz od nieszczęśliwego zdarzenia. Przygryzła wargę. Nie była pewna, co ma robić, ale gdy przypomniała sobie o Lazy bez wahania przekręciła kluczyki w statyjce. Przełknęła głośno ślinę, odetchnęła głęboko i wyjechała na ulicę. Przypomniała sobie terapię, i to, co mówiła jej pani psycholog- że ma nie myśleć podczas jazdy o tym, co się stało, więc rozluźniła się i równocześnie skupiając się na drodze, zaczęła układać historyjkę o jednorożcach, ścigających się po tęczy- w końcu dobiegły do jej końca. Stał tam garnek złota. Krasnoludek w zielonym kaftanku powiedział im, że teraz skarb należy do nich. Konie ucieszyły się i zaprosiły malca do siebie na podwieczorek.
Na chwilę oderwała się od banalnej opowieści dla pięciolatków i wróciła do rzeczywistości, żałując, że nie jest teraz na miejscu jednego z jednorożców, zajadających ciastka i popijających je herbatą. Przypomniała sobie, co powiedziała Lazy- magazyn za miastem. Magazyn za miastem, magazyn za miastem, magazyn za…
-Już wiem! – syknęła do siebie i skręciła w podjazd jednego z domów. Zawróciła i pojechała na obrzeża miasta.
Magazyn, o którym mówiła Lazy, to stare miejsce, gdzie spotyka się młodzież. Robią tam nieprzyzwoite rzeczy, od picia, po seks. Chowają tam też narkotyki, jednak żadna służba (mimo wielu próśb i zaskarżeń) nie zajęła się tym.
Selena dojechała pod ciemny las. Od jego lewej strony rozciągała się łąka, a pośrodku stał duży, ledwo stojący budynek, a raczej zawalająca się konstrukcja z powybijanymi szybami i licznymi dziurami. Zaparkowała przed nią i przełykając ślinę, wyszła z samochodu. Żołądek podszedł jej do gardła, gdy w mieście włączyła się syrena pożarowa. Zaczęła trząść się ze zdenerwowania, a nogi miała jak z waty. Przecież ten facet powiedział, że przyjeżdżając tu, idzie na pewną śmierć. Wzięła kilka głębokich wdechów. Po kilku minutach uspokoiła się. Musi działać szybko, w najgorszym przypadku zastanie tylko zwłoki Lazy. Wzdrygnęła się na samą myśl, jednak teraz się nie wycofa. Najwyżej będzie miała zrytą psychikę i będzie uczęszczać na terapię do końca życia.
Powolnym krokiem podeszła pod drewniane drzwi. Przyłożyła do nich ucho, a te skrzypnęły. Skrzywiła się, upewniła się, że nie złamią się w pół i nasłuchała. Do jej uszu dotarła tylko wciąż wyjąca syrena. Po kilku chwilach ucichła. Selena wzdrygnęła się, jednak nadal nie słyszała żadnych dźwięków od środka. Może cała ekipa tam stoi i czeka, aż wejdzie? Zatrzęsła się od strachu. Odetchnęła pare razy i nacisnęła klamkę. Drzwi skrzypnęły, szarpnęły i stanęły otworem. Kiedy myślała, że zwymiotuje ze strachu, okazało się, że żaden bandyta nie stoi przed nią i nie wymierza w nią pistoletem. Przełknęła ślinę, której zbierało się coraz więcej i trzęsącymi się rękoma szukała włącznika światła. Wiedziała, że jest tutaj prąd, ponieważ przychodziła tu czasem z Justinem, żeby odetchnąć od innych. Po kilku chwilach jej dłoń natrafiła na włącznik. Mała żarówka wisząca na drucie oświetliła słabo pomieszczenie. Rozejrzała się. Panował tu straszny bałagan- bielizna, zużyte gumki, butelki, niedopałki papierosów i brudne materace. Jeden z nich był upaćkany krwią. Przymknęła na chwilę oczy. W powietrzu unosił się smród ludzkich wymiocin. Po prawej stała drabina, prowadząca na górę. Jeszcze raz rozejrzała się i podeszła do prymitywnych schodów. Wchodząc po trzeszczących szczeblach żarliwie modliła się, żeby znalazła tam nikogo innego oprócz zdrowej i całej Lazy. Jej strach był tak wielki, że aż go nie czuła. Gdy dotarła na szczyt, wychyliła głowę. Jej wzrok natrafił na szczątki ludzkiej ręki. Wrzasnęła i zatoczyła się. Szczebel załamał się pod jej ciężarem, jednak zdołała złapać się czegoś, co wystawało z podłogi. Podciągnęła się i ukucnęła na deskach. Puściła się uchwytu, który uratował jej życie, nie chcąc wiedzieć, co to jest. Na poddaszu smród mieszał się z wymiocinami i rozkładającym się ciałem. Kolacja podjechała Selenie do gardła. Zwróciła posiłek, pochylając się nad słomą. Ocierając łzy i ignorując nasilający się zapach i brzydki smak w ustach, rozejrzała się. Walały się tu kościotrupy i szczątki ludzi. Skrzywiła się. Na chwilę zapomniała, po co tu przyszła. Przypomniała sobie o Lazy i zmrużyła oczy, chcąc dostrzec coś więcej. W kącie był materac, a na nim coś leżało, przykryte kocem. Modląc się, żeby była do żywa Lazy, Selena podczołgała się tam. Czując, że żołądek znów podchodzi jej do gardła, odgarnęła jednym ruchem koc. Zobaczyła swoją przyjaciółkę leżącą w kałuży krwi. Przełknęła ślinę i zmierzyła jej puls. Nierównomierny, ale wyczuwalny. Odetchnęła z ulgi. Zapomniała nawet rozpłakać się ze szczęścia. Teraz jej celem było zawiezienie Lazy do szpitala. Nie mogła zadzwonić po pogotowie- za bardzo się bała, że bandyci wrócą. Uznała, że przyjaciółka mogła mieć coś złamanego, więc delikatnie odwróciła ją na plecy, po czym wzięła ją na ręce. Po wielu trudach i męczarniach zeszła z nią na dół. Nie miała czym przeciąć węzłów, więc musiała uważać, żeby jej nic nie złamać. Działała jak w transie, a gdy się z niego obudziła, uświadamiając sobie, że bandyci mogą lada chwila wrócić, Przyśpieszyła kroku. Nie wiedziała, skąd znalazła siłę ani wytrzymałość, której zawsze jej brakowało, ale słyszała o matkach, które same przewracały samochody, żeby uratować swoje dziecko, więc pomyślała, że to coś w tym stylu. Gdy położyła Lazy na tylnych siedzeniach, zaczęła czuć niemiłosierny ból w nadgarstkach i rękach. Zaczerpnęła powietrza i  je rozmasowała. Spojrzała na przyjaciółkę. Teraz zauważyła jej rozwalony nos i krew sączącą się z tyłu jej głowy. Usłyszała wtedy wołanie:
-Hej!
Odwróciła się gwałtownie. Jakiś mężczyzna w kominiarce właśnie wychodził z magazynu. Nie zauważyła go wcześniej. Zaczął biec w jej stronę. Podziękowała sobie w duchu, że zaparkowała z dala od budynku i weszła do samochodu. Coś uderzyło o tylnią szybę. Kamień. Wystraszyła się tak bardzo, że długo nie mogła trafić kluczykami  w stacyjkę. Myślała, że minęły wieki, zanim odpaliła wóz. Ten czas wystarczył jednak, żeby mężczyzna uczepił się tyłu pojazdu. Spojrzała w lusterku. Wyjmował właśnie z kieszeni kurtki pistolet. W ataku paniki gwałtownie wycofała, po czym ruszyła przodem, skręcając w różne strony. Dopiero gdy uderzyła tyłem w drzewo, mężczyzna puścił się samochodu. Selena nacisnęła pedał gazu i wyjechała na opustoszałą ulicę. Facet w kominiarce jednak szybko doszedł do siebie i zaczął strzelać. Trafił dwa razy w auto, jednak nie zranił dziewczyny. Tymczasem ta uśmiechnęła się z satysfakcją, jednak szybko mina jej zrzedła, gdyż drogę zastąpił jej czarny samochód. 


Bardzo, BARDZO długo pracowałam nad tym rozdziałem. Pisałam go trzy razy, bo komputer resetował mi się akurat, gdy go kończyłam. Nie poddaję się i piszę dalej :)
Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, naprawdę. 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

niedziela, 4 maja 2014

Szesnastka



Selena obudziła się w swoim pokoju. Spojrzała na okno. Było pochmurno i lekko mżyło. Usiadła i przetarła oczy. Przypomniała sobie, jak poprzedniego dnia rozmawiała z Justinem. To było bardzo miłe. Opowiadała swoje historie z dzieciństwa, a on wstał w którymś momencie i wyciągnął album, karząc jej opowiadać o zdjęciach- kto tam jest? Co się wtedy stało?
Zastanawiali się, kim jest tajemniczy mężczyzna, często pojawiający się u boku Pattie. Selena wyciągnęła zdjęcie- na drugiej stronie było napisane: „Jeremy i Pattie, 1979r.”.
-Jeremy? – spytał Justin. – Kto to jest Jeremy?
Selena schowała zdjęcie, zamknęła album i spojrzała na chłopaka.
-Nie wiem – skłamała.
W rzeczywistości Jeremy to ojciec Justina, były mąż Pattie. Rozwiedli się, gdy chłopak miał 10 miesięcy. Nie chciała mu tego mówić, mógłby pomyśleć, że to przez niego się rozstali- tak zresztą mówił przed wypadkiem.
Dziewczyna wstała z łóżka i na boso zbiegła na dół, do salonu. Pattie siedziała na kanapie i oglądała telewizję.
-Dzień dobry – Selena usiadła obok kobiety.
-Cześć – odparła. – Jak się spało?
-Dobrze. Hm, słuchaj… wczoraj rozmawiałam z Justinem. Wyciągnął album ze zdjęciami i pytał się, kim jest Jeremy.
-Co mu odpowiedziałaś?
-Że nie wiem – dziewczyna spuściła wzrok – Co się stało? To znaczy, dlaczego się rozwiedliście?
Kobieta nie odpowiedziała. Wstała i wyszła z pokoju. Selena poszła za nią. Zobaczyła Pattie w kuchni, opierającą się o parapet. Patrzyła na deszcz.
-Przepraszam – szepnęła dziewczyna, podchodząc.
-Nic się nie stało – odparła, pociągając nosem kobieta.
Po kilku minutach ciszy Selena odważyła się zapytać, czy Jeremy wie o wypadku Justina, o jego chorobie.
-Nie – Pattie pociągnęła nosem. – Nie wie.
Dziewczyna kiwnęła głową. O nic więcej nie pytała. Poszła do swojej sypialni, zostawiając kobietę samą z myślami. Po śniadaniu wzięła Iphone’a, wyszła na dwór i zadzwoniła do Lazy. Odebrała po trzecim sygnale:
-No cześć, jak tam?
Selena mrunęła coś w odpowiedzi i powiedziała:
-Wierzysz mi?
-Hm? – zdziwiła się jej przyjaciółka.
-Z tym, że Jacob podłożył bombę.
Zapadła cisza.
-Spotkajmy się – powiedziała po chwili Lazy. – Cntrum handlowe, kawiarnia, piętnasta, nie spóźnij się – rozłączyła się.
Selena opadła na łóżko i cicho jęknęła. O co znów chodzi? Przyjdzie z Jacobem i razem coś zwiną?
-Boże – szepnęła.
Zastanawiała się jeszcze nad rozmową, gdy do jej pokoju wszedł Justin.
-Cześć – mruknął, speszony.
-Co tu robisz? Puka się – warknęła Selena, pozbawiona humoru.
Chłopak zaczął powoli się wycofywać.
-Eee… pukałem, ale nie odpowiadałaś… no nic, chyba już pójdę.
Zamknął szybko drzwi.
Reszta dnia upłynęła jej jak w transie, gdy wybiła piętnasta, obudziła się z niemego snu. Zamówiła taksówkę i pojechała do centrum handlowego, tam, gdzie umówiła się z Lazy. Nie było jej tam jeszcze, więc zajęła stolik. Po dwudziestu minutach poczuła, że musi coś przekąsić, więc zamówiła kawałek ciasta i kawę. Lazy jednak nie pojawiała się nawet, gdy minęła godzina. Zdenerwowana Selena nagrała jej się kilkadziesiąt razy na pocztę i wysłała mnóstwo SMS-ów. Po półtora godzinie zrezygnowała, zapłaciła i pojechała do domu. Chciało jej się płakać. Co się z nią dzieje?
Wróciła na obiad. Pattie wyłożyła kurczaka na stół. Podczas posiłku Justin uśmiechnął się do Seleny, ale dziewczyna nie miała humoru, i nie odwzajemniła go. Chłopak się speszył i jadł dalej w milczeniu, wbijając wzrok w talerz.
W nocyobudził Selenę jej dzwoniący telefon. Spojrzała na wyświetlacz. Lazy. Otworzyła szeroko oczy i usiadła na łóżku. Odebrała, mówiąc:
-Lazy!
-Selena – jej głos był roztrzęsiony. – Szybko, musisz mi pomóc. Jestem na…
Zaczęła krzyczeć. Coś ją odciągnęło od słuchawki. Wzburzona Selena powtarzała:
-Halo? Halo, Lazy?
Po chwili odezwał się męski głos:
-Lazy nie ma.
Dziewczynę oblał zimny pot, zaczęła się trząść ze zdenerwowania:
-Ale… ale jak to nie ma…
W tle usłyszała ciche i zmarnowane wołanie, należące do Lazy:
-Stary magazyn, za miastem!
Potem trzaśnięcie drzwi i znów ten męski, przytłumiony głos:
-Jeżeli tylko spróbujesz jej szukać, zabiję cię. Słyszysz?
I nie czekając na odpowiedź, rozłączył się. Selena szybko przeanalizowała rozmowę- stary magazyn za miastem… nie wiedziała o co chodziło. W tle słyszała jęki, krzyki i odgłosy uderzania o coś. Pomimo ostrzeżenia, ubrała się i zeszła na dół. Szła na palcach przez ciemny korytarz. Usłyszała hałas telewizora w salonie. Zatrzymała się i nasłuchała. Prawdopodobnie Pattie zasnęła przy oglądaniu programu. Była druga w nocy, więc było to niemożliwe, żeby kobieta celowo poszła do salonu, żeby coś obejrzeć. Preferowała zdrowy tryb życia, czyli sen w nocy. Uspokojona Selena ruszyła do wyjścia. Nagle zapaliło się światło i usłyszała za sobą:
-A to dokąd?


Musiałam skrócić ten rozdział, więc przepraszam. 
Naprawdę, bardzo, bardzo przepraszam.
Masz do mnie jakieś pytanie? Zadaj je tutaj.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

wtorek, 29 kwietnia 2014

Piętnastka



Po niespodziewanym wybuchu Selena nie wiedziała co ma robić. Justin zachował więcej trzeźwości, pociągnął dziewczynę za rękę i pobiegł w stronę domu.
-Ale… ale Justin… - zaczęła.
-Chodź – mruknął.
Gdy zadyszeni dotarli do domu, Pattie wyglądała ich z niecierpliwością wymalowaną na twarzy.
-Wreszcie jesteście – powiedziała  nieświadoma niczego kobieta.
Justin bez słowa pobiegł na górę, a Selena uśmiechnęła się do Pattie i poszła za nim. Weszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego Jacob zrobił coś takiego. Chciał ją zabić? Nie wiedziłała co ma zrobić, przecież rzuciła tą paczkę  w ludzi! A jak kogoś zabiła? W tym przypadku to jej wina, nie Jacoba. Dlaczego chłopak najpierw oddał jej skradzione pieniądze, a potem zrobił coś takiego? To nie miało sensu. Równie dobrze mógł skłamać, że kasa jest w kopercie. Nagle oblał ją zimny pot. A co z Lazy? Skoro ją chciał zabić, co zrobił z jej przyjaciółką? Może teraz spróbuję ją zamordować, skoro nie udało mu się z Seleną. Zrozpaczona, chwyciła telefon i wybrała numer Lazy. Modliła się, żeby odebrała.
-Halo? – usłyszała damski głos.
-Lazy?! – zawołała z entuzjazmem. – Gdzie jesteś? Co się dzieje? – w tle leciała muzyka.
-Poczekaj! – usłyszała szum, a potem trzask zamykanych drzwi. Hałas ucichł. – Powtórz – głos się roznosił, najprawdopodobniej była w łazience.
-Gdzie jesteś? - spytała Selena.
-U Jacoba. Właśnie przyszedł z centrum handlowego, kupił przekąski. Coś się stało?
Po chwili milczenia dziewczyna odparła:
-Jacob chciał mnie zabić.
-Bzdura! – wykrzyknęła Lazy. – On nigdy by czegoś takiego nie zrobił.
-Nie byłabym tego taka pewna. Oddał mi pieniądze, ale razem z nimi dziwną paczkę, która zaczęła pikać, gdy szłam ulicą. Wyrzuciłam ją, wybuchła! Uciekłam stamtąd. Coś się tam mogło stać.
Jej przyjaciółka rozesmiała się.
-Jacob zrobił ci żart!
-Żart? – obruszyła się Selena. – Ten żart był śmiertelny! Pierwszy „dowcip” jaki mi zrobł wybaczyłam mu, bo oddał te pieniądze, ale jeżeli ta bomba kogoś skrzywdziła, nie naprawi już tego!
-Nie przesadzaj! Nikt się nie dowie. Muszę kończyć, cześć! – Lazy się rozłączyła.
Selena nie mogła w to uwierzyć. Jej przyjaciołka zachowuje się tak beztrosko, że możnaby pomyślec, że to nie ona- zawsze rozważna i wrażliwa. Pokręciła głową. Tu jest coś nie tak.  Położyła się na łóżku i przytuliła poduszkę. Może Jacob zmusił ją, żeby tak się zachowywała? On coś knuje. Może nawet oby dwoje. Nawetnie zauważyła kiedy, zasnęła. Obudziła ją Pattie.
-Wstawaj! Zrobiłam kolację.
-Tak – wymamrotała Selena, nie do końca świadoma co się dzieje.
Zeszły razem na dół. Justin już siedział przy stole, dłubając widelcem w makaronie usmażonym z jajkiem. Znowu ignorował Selenę. Miała już tego dosyć, więc po posiłku poszła do jego pokoju. Czytał jakąś książkę.
-Justin? – zamknęła drzwi.
Zaskoczony, podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę. Zrobił jej miejsce na łóżku. Usiadła obok niego i zaczęła:
-Chcesz walczyć z chorobą, tak?
Kiwnął głową.
-Chcesz przypomnieć sobie, kim jestem? Nasze wspomnienia?
Po chwili namysłu mruknął:
-Tak.
Selena się ucieszyła. Ciągnęła dalej:
-Więc… Zaczniemy może od początku? Wiesz, z poznawaniem i tak dalej.
Chłopak zmarszczył brwi.
-Jestem Selena Gomez – wyciągnęła do niego rękę.
Uścisnął ją, mówiąc:
-Justin Bieber.
-Miło mi cię poznać .
-Mi też – chłopak się uśmiechnął, rozbawiony tą sytuacją.
Odwzajemniła uśmiech, po czym zapytała:
-Opowiesz mi coś o sobie? Czego słuchasz?
Prowadzili konwrsację przez następną godzinę, śmiejąc się i opowiadając o sobie. Pattie weszła po schodach, chcąc zabrać ciuchy do prania, i usłyszała chichoty dobiegające z pokoju Justina. Podeszła bliżej i podsłuchała:
-A książki? Jakie czytasz? – to był głos Seleny.
-Fantastyczne. Wiesz, Hobbit, Harry Potter – to moje ulubione.
-Naprawdę? Ja też uwielbiam! A oglądałeś film?
Kobieta uśmiechnęła się, przypominając sobie, że w trójkę chodzili do kina na wszystkie części Harry’ego i Hobbita. Razem z napływającymi wspomnieniami, zeszła na dół. Przyjdzie po pranie później.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
naprawdę. zwykła kropka.
W długi weekend dodam (chyba!) 2 rozdziały.

piątek, 25 kwietnia 2014

Czternastka




Następny tydzień Sele spędziła na zyskiwaniu sympatii Justina i zamartwianiu się o Lazy, która przyszłała jej tylko sms-a „Nie martw się. Mam wszystko pod kontrolą”, i nie odbierała telefonów. Jeżeli chodziło o Justina, nic się nie zmieniło. Nawet nie przeprosił jej za ten „wypadek”. Powidział jej tylko, że jest dziecinną lalunią. Owszem, była dziecinna, nieśmiała, cicha i nierzucająca się w oczy. Nie pokazywała też swoich uczuć. Zraniły ją jego słowa, ale nie przyznałaby się do tego za żadne skarby świata. Nawet przed samą sobą.
Do końca wakacji został tydzień. To okazja, żeby pokazać Justinowi szkołę i nawiązać więź.  Musiał mieć płatne, indywidualne zajęcia z psychologiem i osobne lekcje z nauczycielami. Szpital na szczęście sponsorował jego leki, więc miały z czego zapłacić za psychologa. Chodził do niego od  dwóch tygodni i już widać nieznaczną poprawę- zaczął więcej się udzielać w rozmowach i pomagać Pattie, ale nadal ignorował Selenę. Dziewczyna codziennie zabierała go na półgodzinne spacery. Próbowała wtedy z nim rozmawiać, ale on zawsze odpyskowywał lub nie odpowiadał. Rozglądał się ciekawie po mieście. Bardzo lubił te wypady, tylko denerwowała go gadatliwość Seleny. Najchętniej wrzuciłby ją do wody, albo uciekł, ale rozmawiał o tym z Pattie i zabroniła mu jakichkolwiek wybryków i nakazała posłuszność.
Jednego popołudnia, gdy spacerowali po parku, Selena odezwała się do Justina:
-Minęło już 30 minut, wracamy do domu.
Chłopak bez słowa zawrócił w stronę domu.
-Ale, czekaj – dziewczyna złapała go za ramię – Jeśli chcesz, pójdziemy na lody.
Twarz Justina rozjaśniła się, uśmiechnął się i energicznie kiwnął głową.
Skierowali się do centrum miasta, po drodze powiadamiając Pattie że wrócą później. Szli ulicami ruchliwego Londynu, ignorując ciekawskie spojrzenia wścibskich ludzi. Wszyscy wiedzieli że miał wypadek, niektórzy specjalnie go pozdrawiali, żeby zobaczyć jego reakcję, ale Justin nie odpowiadał. Był nad czymś zamyślony. Ostatnio, gdy Selena spytała się o co chodzi,  wpadł w szał i krzyczał, że to nie jej sprawa, więc teraz wolała się nie odzywać. Doszli do centrum handlowego i weszli do budynku. Wmieszali się w tłum. Było tu mnóstwo ludzi, przygotowywujących się do szkoły, kupujących nowe ubrania i długopisy. Dopchali się do budki z lodami, Justin wybrał waniliowe i truskawkowe, a Selena śmietankowe. Usiedli przy nieużywanej scenie, jedząc w ciszy przysmak. Dziewczyna zauważyła plakat ogłaszający mini-koncert jakiegoś mało znanego, popowego zespołu.
-Zobacz, Justin, nie masz ochoty wybrać się na koncert? – wskazała na szyld.
Chłopak spojrzał i przeczytał na głos:
-Zespół „Malinka” zaprasza na koncert 28 sierpnia o godzinie 16:30 w centrum handlowym. Wstęp i poczęstunek darmowy – zmarszczył brwi. – Znasz ich?
Selena była szczęśliwa, że wreszcie coś do niej powiedział.
-Nie- odparła. – Ale myślę, że Pattie nas puści. Chciałbyś pójść? To trwa tylko 2 godziny.
-Nie wiem- powiedział po krótkim namyśle. – Zastanowię się.
-Jasne – zgodziła się dziewczyna.
Justin nie odpowiedział, znów się zamyślił. Wtedy Selena zauważyła umięśnionego mężczyznę, który szedł w jej stronę. To był Jacob.
-Justin – wstała. – Musimy już iść.
Bez protestowania poszedł za nią. Jacob zmienił kierunek i przyśpieszył kroku, żeby nie zgubić dziewczyny. Wmieszali się w tłum, niemal biegnąc do wyjścia. Nagle ktoś złapał Selenę za ramię. Odwróciła się i stanęła oko w oko z chłopakiem, który ją okradł.
-Cześć – powiedział.
Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie.
-Posłuchaj – zaczął. – Wiem, że nie masz o mnie dobrego zdania, ale ja potrzebowałem tych pieniędzy. Lazy ze mną porozmawiała i namówiła mnie- oddam ci tą kasę.
Selena zamrugała i wzięła od niego pieniądze razem z podejrzanym listem.
-A to co? – przyjrzała się kopercie – Jacob, co w tym jest? – podniosła głowę, ale chłopaka już nie było.
-J-Jacob? – zawołała go.
-Odbiegł – burknął Justin – Idziemy?
-Tak, chodźmy – dziewczyna ostatni raz obejrzała się i ruszyli do wyjścia.
Zastanawiała się, co jest w kopercie. Coś twardego, kwadratowego… do jej uszu dotarło ciche pikanie, gdy chciała powąchać paczkę. Zmarszczyła brwi. Dochodziło z koperty. Obróciła ją wokół własnej osi, a pikanie wzmogło na sile. Nagle domyśliła się, co to jest. Z przerażeniem rzuciła ją w bok, po czym krzyknęła:
-Uwaga!
Rozległ się potworny huk, potem płacz dziecka i rozdzierający krzyk mężczyzny. 

-----
Rozdziały będą pojawiać się nieregularnie. Następny spodziewam się dodać za tydzień. Przepraszam, że taki krótki, następny będzie dłuższy :)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
zwykła kropka mi wystarczy, naprawdę.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Dla tych, którzy są tu po raz pierwszy- piszę od 14 rozdziału, ponieważ pisałam wcześniej fanfiction na stronie ask.fm - http://ask.fm/ksztynak
Rozdziały były tam krótkie i źle przeglądało się stronę, więc od razu po odzyskaniu komputera zadecydowałam, że założę bloga. Teraz notki będą dłuższe, to wam obiecuję, ale będą rzadziej dodawane- 2, 3 razy na tydzień, chociaż ich treść będzie wyczerpująca. Mam nadzieję że podoba wam się zmiana, bo to właśnie dla was założyłam tego bloga.
Przy okazji stworzyłam drugiego- http://requiemdlasnu02.blogspot.com/ Będzie to blog poświęcony poradom, krótszym opowiadaniom itp.
Zapraszam!